Gdzie szukać złota w Karkonoszach- Opowieść o Złotym Drzewie Jagniątkowa

Mogłoby się wydawać, że Walonowie, górnicy i im podobni, przez setki lat swojej mniej lub bardziej zintensyfikowanej działalności, przekopali Karkonosze wzdłuż i wszerz. A jednak nie brakuje marzycieli, którym wciąż śni się gigantyczne bogactwo ukryte gdzieś głęboko pod ziemią. Swoje robią tutaj barwne legendy o zamierzchłych czasach, wciąż żywe i poznawane przez kolejne pokolenia ciekawskich ludzi. Według jednej z takich powiastek, Czarny Kocioł Jagniątkowski skrywa coś, co zadowoli i zachwyci każdego domorosłego poszukiwacza skarbów.

Dawno dawno temu, kiedy jeszcze prości ludzie bardziej bali się Peruna, Światowida czy Liczyrzepy niż jakiegoś Jahwe/Jehowy, chłopi opowiadali sobie niesamowite historie o szczerozłotym drzewie. Miało wyrastać prosto ze skał, gdzieś wysoko w niedostępnych górach. Aż któregoś dnia, gdy pogańscy bogowie stracili wyznawców w Sudetach, w Złote Drzewo huknął piorun. Gałęzie i liście rozpadły się w proch i pył, a pień zniknął pod zwałami ziemi i skał.

Drobinki złota rozprzestrzeniły się po całych Karkonoszach. Mieszkańcy okolicznych miast i wsi bardzo szybko zorientowali się, że w górskich rzekach i potokach pływają kawałki drogocennego kruszcu. Zarzucili więc poszukiwania legendarnego drzewa i zaczęli wypłukiwać złoto. Trwało to tak długo, aż w górskich wodach nie ostał się najmniejszy kawałeczek. O czarodziejskiej roślinie całkowicie by zapomniano, gdyby nie determinacja pewnego biednego chłopa.

Los nie dopisywał mu przy próbach wzbogacenia się zwyczajnymi metodami, więc trzymał się uparcie marzenia, że kiedyś znajdzie bajeczny skarb. I pewnego dnia jego wysiłki zostały zostały wynagrodzone - gdzieś w Czarnym Kotle Jagniątkowskim dokopał się korzenia Złotego Drzewa, grubego niczym wał młyńskiego koła… Ucieszył się chłop na myśl o dobrobycie, ale szybciutko przyszło otrzeźwienie - własnymi siłami nijak nie mógł wydobyć złota, a przecież było jeszcze klarowne prawo. Zgodnie z nim wszystko, co leżało pod ziemią, należało do jej właściciela. Kto bez jego zgody śmiałby przywłaszczyć sobie choćby okruch tych dóbr, ten miał być oddany katu. Odkrywca podumał więc chwilę i poszedł do Sobieszowa, do pałacu hrabiego Schaffgotscha.

Tam chłop opowiedział panu o swoim znalezisku. Zaznaczył przy tym, że od razu zaprowadzi grafa prosto do żyły złota, jeśli tylko władca powierzy mu kierownicze stanowisko przy wykopaliskach i zagwarantuje godziwy udział w przyszłych zyskach. Młody Schaffgotsch, który akurat narobił sobie sporych długów hazardowych, uradował się wielce na myśl o niespodziewanym przypływie gotówki i zgodził się na wszystko. Kiedy wszyscy dotarli na miejsce, chłop odsłonił jeszcze fragment potężnego pnia - i na ten widok hrabiemu aż oczy rozbłysły z chciwości.

Kazał swoim sługom pobić i przepędzić znalazcę skarbu, nie miał zamiaru dzielić się z byle prostakiem. Schaffgotsch wrócił do pałacu z myślą, że zostanie najbogatszym człowiekiem w całym królestwie. Nadzorcą przyszłych prac mianował swojego zaufanego człowieka. Ten błyskawicznie zebrał robotników i wyruszył w góry. Na wyprawę wybrał się także sam hrabia. Lecz kiedy byli już u celu, nie dostrzegli żadnego śladu złota. Jeszcze przez tydzień krążyli po bezdrożach, ale niczego nie znaleźli. Złote Drzewo w niewyjaśnialny sposób zniknęło. Ponoć sprawił to nieszczęsny chłop, rzucając w słusznym gniewie skuteczny jak się okazało urok.

Gdyby ktoś zamierzał wybrać się na poszukiwania Złotego Drzewa - to Czarny Kocioł Jagniątkowski znajduje się poniżej Czarnej Przełęczy, leżącej na polsko-czeskiej granicy, w rejonie Koralowej Ścieżki. W tym rzekomo zaklętym rejonie przebiegają trzy szlaki turystyczne (niebieski, zielony oraz krótki czarny). Wypada jeszcze przypomnieć, że zbaczanie z wyznaczonych tras będzie raczej niemile widziane przez pracowników Karkonoskiego Parku Narodowego. Czy legendarne, wręcz bajkowe złoto to gra warta świeczki? Szanowni Czytelnicy muszą to ocenić samodzielnie.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij