Skąd w Karkonoszach wzięły się Trzy Świnki

Z pewnością istnieje naukowe wyjaśnienie tego, że granitowe skały przy skrzyżowaniu czerwonego, zielonego oraz żółtego szlaku pod Szrenicą mogą - przy właściwym użyciu bujnej wyobraźni - przypominać bajkowe Trzy Świnki. Wietrzenie, erozje i jeszcze bardziej skomplikowane procesy geologiczne nie brzmią specjalnie ekscytująco. Co innego lokalny folklor, pełen barwnych, ludowych opowieści. Takich jak te zebrane przez Urszulę i Aleksandra Wiącków w “Legendach Karkonoszy i Okolic”. I jak to zwykle w Sudetach bywa, we wszystko zamieszany jest potężny Duch Gór.

Dawno dawno temu, pewnej wiosny Rzepiór postanowił opuścić swoje zaczarowane królestwo pod Śnieżką i bliżej poznać zwyczaje, pracę oraz charakter ludzi. Przemienił się więc Liczyrzepa w młodego mężczyznę, przybrał imię Janek i poszedł do Piechowic, wypytując o zatrudnienie u kolejnych chłopów. Trafił się w końcu gospodarz, który przyjął niewidzianego wcześniej w okolicy parobka. Był to niejaki Antoni Glądała, uważany przez sąsiadów za strasznego kutwę. Potrafił własnego zmarłego syna bez odzienia zamknąć w trumnie - żeby eleganckie ubranie nie zmarnowało się w ziemi. Glądała zatrudnił Janka-Ducha Gór przy wypasie świń, za całe dwa grosze dziennie.

Gospodarz miał stadko składające się z 60 zwierząt, a razem z Jankiem zatrudniał już sześciu pastuchów. Każdy więc sprawował pieczę nad dziesiątką. Karkonosz chodził więc ze swoją trzódką i zabierał ją na najlepsze pastwiska, znał bowiem swoje góry jak nikt inny. Glądała co tydzień oglądał i ważył swoje świnie, w razie potrzeby udzielał swoim pracownikom użytecznych porad. Bardzo szybko zauważył, że prosiaki którymi zajmuje się Janek są cięższe, czyściejsze i zdrowsze od pozostałych. Odprawił więc jednego pastuszka, a jego stadko oddał najmłodszemu stażem. I tak Liczyrzepa zajmował się już dwudziestoma świnkami, za tą samą stawkę co wcześniej.

W następnym tygodniu, widząc że Jankowi w żaden sposób nie przeszkadza ani większa odpowiedzialność, ani skromne wynagrodzenie, Glądała zwolnił dwóch kolejnych świniopasów. A w miesiąc po przybyciu do Piechowic Rzepiór zajmował się już wszystkimi świniakami w gospodarstwie. Zaś Glądała cieszył się na myśl o wielkich oszczędnościach i znacznie lepszej cenie, za jakie sprzeda prosiaki na miejskim targu. Jednak któregoś jesiennego dnia przyszedł do niego pastuszek i powiedział, że chce się zwolnić, poszukać jakiegoś mniej wymagającego zajęcia. Zaznaczył, że w dzień świętej Urszuli [21 października - przyp. red.] już go w Piechowicach nie będzie i poprosił gospodarza o przygotowanie pieniędzy, które mu się za te kilka przepracowanych miesięcy należały.

Glądała zasępił się i przestraszył, że niedługo straci tak dobrego i taniego pracownika. Próbował chłopaka przekonać, iż powinien popracować u niego przynajmniej rok, zrobił nawet coś, czego wcześniej wystrzegał się jak diabeł święconej wody - zaproponował podwyżkę, o pół grosza dziennie. Duch Gór nie dał się namówić, zaś gospodarz z tej zgryzoty nabawił się bezsenności. Glądała trzy dni nie spał i nie jadł, tylko rozmyślał jak zatrzymać Janka u siebie. I wreszcie wymyślił chytry - i we własnym mniemaniu skuteczny - plan.

Kiedy wszyscy w gospodarstwie spali snem sprawiedliwych, Glądała podkradł się do chlewa, złapał trzy najmniejsze świnki i wrzucił je do worka. Ruszył wysoko w góry, aż dotarł na południowe zbocza Szrenicy, gdzie znalazł wyjątkowo gęstą kosodrzewinę. Tam wbił w ziemię trzy paliki, przywiązał do nich prosiaki i wrócił do domu. O świcie poszedł porozmawiać z Jankiem. Stwierdził, że pogodził się już z odejściem swojego jedynego świniopasa, musi tylko jeszcze raz skontrolować stado. Policzyli więc zwierzęta, a było ich już tylko 57. Glądała oskarżył chłopaka o kradzież i sprzedanie świń. Zapowiedział, że nie wypłaci chłopakowi ani grosza. A żeby wyrównać mu stratę, Janek będzie musiał zostać w jego gospodarstwie na kolejne 10 lat.

Oczywiście Duch Gór doskonale wiedział o całej intrydze. Chwycił chłopa w pół i nie zważając na protesty Glądały, przytaszczył go na szczyt Szrenicy. Tam, jeszcze jako Janek, postawił gospodarza na ziemi i zaczął mruczeć zaklęcia. Trzy świnie ukryte w krzakach poniżej wierzchołka góry zaczęły gwałtownie rosnąć, aż osiągnęły rozmiary sporej stodoły. Przerażone kwiki prosiaków i krzyki gospodarza zagłuszył potężny huk - w tym momencie świnki przemieniły się w trzy niezwykłe posągi z granitu.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij