Najwyższy szczyt Karkonoszy to nie tylko atrakcja turystyczna, lecz również miejsce obfitujące w spektakularne zjawiska optyczne. Natura płata tu niesamowite figle. Jednym z nich jest bez wątpienia tzw. widmo Brockenu.


Po raz pierwszy opisał je Johann Esaias Silberschlag w 1780 roku, nadając mu nazwę od szczytu Brocken w niemieckich górach Harz, gdzie warunki atmosferyczne (obfite opady i częste mgły), sprzyjają powstawaniu tego rzadkiego górskiego mamidła. Na czym polega jego niesamowitość? Otóż mówiąc najprościej, obserwator, który szczęśliwie trafi na to zjawisko, ujrzy na chmurze przed sobą lub poniżej niego swój własny cień, w dodatku powiększony i otoczony barwną obwódką. Właśnie ona stanowi o wyjątkowości widma Brockenu, choć nie zdarza się zawsze.

Tęczowe pierścienie nazywane są glorią i nie bez powodu, gdyż obserwator może mieć wrażenie, iż jego cień przypomina anioła, otoczonego aureolą. Trzeba mieć wiele szczęścia, aby stać się uczestnikiem tego fascynującego górskiego spektaklu. Jednak nie wszyscy uważają, że to szczęście… Jak to często bywa z nietypowymi zjawiskami, ukuto pewien przesąd, zgodnie z którym widmo stanowi zły omen i ma zapowiadać śmierć w górach. Tylko ci, którzy ujrzą je po raz trzeci, doświadczą odczynienia uroku i będą mogli czuć się bezpiecznie w górach już na zawsze.

Dobrą informacją dla tych, którzy nie lękają się zabobonów, jest to, iż widmo Brockenu spotyka się także w Karkonoszach, na Śnieżce. Szczęściarzom, takim jak choćby Paweł Parzuchowski, którego piękne fotografie prezentujemy w galerii, udało się je nawet uwiecznić. Oczywiście sami możemy też polować na to unikalne zjawisko optyczne, niemniej repertuar niezwykłości góry jest znacznie bardziej szeroki, o czym przekonacie się już wkrótce – w następnej odsłonie tego cyklu.


Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości Pawła Parzuchowskiego, autora

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij